Park Naukowo-Technologiczny Dworzysko powiatu rzeszowskiego

O arcybiskupie Ignacym Tokarczuku w Rzymie

Opublikowano: 2018-03-03 19:38:58, przez: admin, w kategorii: Kultura

RZYM, PODKARPACKIE.

Od lewej ks. prof. Marek Inglot, ambasador dr Janusz Kotański oraz dr Mariusz Krzysztofiński

Od lewej ks. prof. Marek Inglot, ambasador dr Janusz Kotański oraz dr Mariusz Krzysztofiński

 

28 lutego 2018 r. w Instytucie Polskim w Rzymie odbyła się konferencja naukowa, zorganizowana przez Ambasadę Polską przy Stolicy Apostolskiej i Instytut Polski, poświęcona postaci ks. arcybiskupa Ignacego Tokarczuka.

 

Uczestnicy obejrzeli film dokumentalny na jego temat. Prelekcje wygłosili ks. prof. Marek Inglot, dziekan Wydziału Historii na Uniwersytecie Gregoriana, który mówił m.in. o relacjach abp. Ignacego Tokarczuka z watykańskim Sekretariatem Stanu oraz dr. Mariusz Krzysztofiński z rzeszowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

 

Poniżej wystąpienie ambasadora Janusza Kotańskiego.

 

O Księdzu Arcybiskupie mówić będą znakomici specjaliści. Ale, ponieważ bliski jest mojemu sercu, pozwolę sobie na kilka słów wprowadzenia.

 

Przyszły arcybiskup przemyski urodził się w 1918 roku w Łubiankach Wyższych na terenie dzisiejszej Ukrainy. Zmarł w Przemyślu – pięknym mieście nad Sanem, nazywanym „małym Lwowem” w roku 2012.

 

Przed wybuchem II wojny światowej studiował we Lwowie właśnie, na Wydziale Teologicznym UJK.

 

W roku 1939 musiał naukę przerwać i ukrywał się w rodzinnej wiosce. Wyświęcony został w roku 1942. Został wikariuszem parafii w Złotnikach i od razu zaangażował się w tajne nauczanie, zabronione przez okupanta niemieckiego. W 1944 wyrok śmierci na niego wydała szowinistyczna UPA. Niemal cudem ocalał. Po wojnie nie chciał opuścić Lwowa, wydalony został przez Sowietów w roku 1945 i znalazł się w Katowicach. Już tam, nie chcąc podporządkować się komunistycznej ideologii, popadł w konflikt z władzami i ze Śląska musiał wyjechać.

 

Do końca istnienia w Polsce reżimu komunistycznego nie pogodził się ze zniewoleniem Ojczyzny i ograniczaniem praw Kościoła. Dlatego nazywany był - „biskupem niezłomnym” - na wzór „księcia niezłomnego” , arcybiskupa Adama Sapiehy.

 

Aż trudno uwierzyć, że władze komunistyczne przez - absurdalne z ich punktu widzenia - przeoczenie, nie zablokowały jego nominacji na stanowisko biskupa przemyskiego w roku 1965.Gdy w grudniu odbierał nominację z rąk Prymasa Wyszyńskiego, nie ukrywał swego niepokoju: „Wyraziłem obawę (…) czy dam sobie radę.” Dał, i to jak !

 

Urząd ds. Wyznań – komunistyczny aparat do walki z Kościołem - wystawił mu wówczas opinię następującą: „ Ks. Tokarczuk jest zdecydowanym przeciwnikiem komunizmu i człowiekiem kard. Wyszyńskiego”. Trzeba przyznać, że ta zwięzła opinia okazała się w 100 % prawdziwa.

 

Oprócz niezliczonych działań i inicjatyw podejmowanych na wielu polach, niezwykłą wręcz aktywność wykazał nowy przemyski biskup w dziedzinie … „nielegalnego budownictwa”. Oczywiście kościołów.

 

Od lat 60. do 80. XX wieku na terenie diecezji przemyskiej wzniesiono około 430 świątyń.

 

Wyjaśnijmy od razu dlaczego kościoły wznoszone były nielegalnie. Powód był prosty: otóż władze komunistyczne, mimo wzrostu ludności, a w Przemyskiem następował on bardzo szybko, nie wydawały niemal żadnych zezwoleń na budowę świątyń.

 

A jednak je budowano mimo braku zgody, często nocą. Władze robiły wszystko, by takie świątynie następnie zniszczyć, a wiernych zastraszyć i ukarać. Kilkuset wiernych świeckich i księży ukarano grzywnami lub aresztem. Gdy to nie dawało rezultatów, służby bezpieczeństwa posuwały się do bicia niepokornych wiernych i … palenia świątyń ! Działo się tak w latach 1968 -1978. ”Nieznani sprawcy” usiłowali wówczas spalić 13 świątyń.

 

(Podkreślmy też przy okazji wielkie zasługi biskupa Tokarczuka dla ocalenia cerkwi unickich : 57 z nich, udało się ocalić od zniszczenia i zamienić w kościoły. Dzięki temu Kościół grekokatolicki mógł się na Podkarpaciu, po latach, odrodzić).

 

Biskup Tokarczuk wszystkie te świątynie święcił i zawsze wspierał wiernych, także finansowo, nic tedy dziwnego, że był przez władze szczególnie znienawidzony. Utrudniano mu życie na każdym kroku, otoczono siecią agentów i usiłowano skłócić z Episkopatem Polski i wiernymi. Bez żadnych rezultatów. Wiedział o tym Prymas Wyszyński i celowo wybrał go w roku 1967 do Komisji Wspólnej Episkopatu i Rządu. Władze w odwecie zablokowały prace Komisji do roku 1980.

 

Skarżyły się także na hierarchę do watykańskiego Sekretariatu Stanu. To on właśnie miał „przeszkadzać w konstruktywnym dialogu”. I w czasie prowadzenia Ostpolitik w latach 70 XX wieku oskarżenia te padały, niestety, na podatny grunt.

 

Tak pisał uparty biskup : „ dostojnicy watykańscy (abp Poggi, abp Casaroli) prosili mnie, bym zmienił swój stosunek do władz, bo to szkodzi stosunkom państwo – Kościół. (…) To był moment w moim duszpasterstwie najtrudniejszy, bo człowiek ma szacunek dla Pana Boga, wie kim jest Papież, czym jest Kościół, ale z drugiej strony, wie czym jest prawda, czym jest sumienie.”

 

Po powrocie z Rzymu, w roku 1977, nieulękły biskup dalej mówił prawdę, co z oburzeniem skonstatowała UB. Dodajmy, że już wkrótce na Stolicy Piotrowej zasiadł Polak - Jan Paweł II , który świetnie znał polskie realia, zdawał sobie sprawę z rzeczywistych intencji komunistów. Naciski na Tokarczuka by złagodził ton swych wypowiedzi skończyły się jak nożem uciął.

 

W latach 70. biskup wspierał też rodzące się podziemne wydawnictwa niepodległościowe jak lubelskie „Spotkania”. A w latach 80 popierał czynnie „Solidarność „ i „Solidarność Rolników Indywidualnych”. Także w ponurych latach stanu wojennego. Wówczas to komuniści, ustami mordercy ks. Jerzego Popiełuszki – Piotrowskiego, oskarżyli go o współpracę z nazistowskimi Niemcami. To nikczemne kłamstwo tylko wzmocniło wielki autorytet Tokarczuka.

 

Wspierający go zawsze Jan Paweł II mianował go w roku 1992 arcybiskupem ad personam. Była to nagroda za wierną służbę Bogu, Kościołowi i Polsce.

 

Pozwólcie Państwo na osobistą refleksję. Z ks. Arcybiskupem Ignacym Tokarczukiem przeprowadziłem kilkugodzinną rozmowę w ostatnich latach jego życia, w ramach notacji dla powstającego Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego.

 

Biskup - emeritus przyjął mnie w swym położonym nad miastem pałacu. Był już bardzo chory. Chodził z trudnością. Mówił z wysiłkiem. Gdy jednak zorientował się, iż co nieco wiem o jego życiu i pracy, zaczął opowiadać szczerze o swej ciekawej młodości, trudnym wieku męskim, a zwłaszcza o budowie „nielegalnych” kościołów. Opowiadał z żarem i dużym poczuciem humoru. Wspominał epizody, gdy wiernym i jemu udawało się wystrychnąć ponurych i złośliwych komunistów na dudka. Nie było w nim jednak nawet śladu nienawiści do prześladowców. Rozstawałem się z nim z żalem. Gdy zamykały się za mną ciężkie drzwi pałacu czułem, że z „biskupem niezłomnym” więcej się już nie zobaczę... Requiescat in Pace.

 

 

Więcej o: Kościół, IPN

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich stronom trzecim. Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Uznajemy, że kontynuując korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę.

Więcej o plikach cookies można dowiedzieć się na uruchomionej przez IAB Polska stronie: http://wszystkoociasteczkach.pl.

Zamknij